Alarm RCB i zagrożenie z powietrza. Jak przygotować zakład pracy z punktu widzenia BHP?

17 września 2026 roku mieszkańcy województw lubelskiego i podkarpackiego otrzymali ostrzeżenia związane z zagrożeniem z powietrza. W części miejscowości uruchomiono również syreny alarmowe. Lokalne komunikaty wskazywały, że działania miały związek z rosyjskim atakiem powietrznym na Ukrainę. Mieszkańcom zalecono znalezienie bezpiecznego miejsca, przebywanie z dala od okien oraz śledzenie dalszych komunikatów

Dla osoby zajmującej się bezpieczeństwem pracy jest to sytuacja dość szczególna.

Sam zajmuję się na co dzień oceną ryzyka, bezpieczeństwem maszyn, ewakuacją, pożarami, awariami technicznymi czy organizacją bezpiecznej pracy. Zagrożenie z powietrza jeszcze niedawno można było traktować jako temat odległy od typowych obowiązków służby BHP. Dzisiaj już nie jestem przekonany, że możemy sobie na to pozwolić.

Nie chodzi o sianie paniki. Wręcz przeciwnie.

Dobrze przygotowana procedura ma sprawić, że podczas alarmu będzie mniej paniki.

To nowe zagrożenie również dla służb BHP

Wojna w Ukrainie trwa tuż za polską granicą. We wrześniu 2026 roku Rządowe Centrum Bezpieczeństwa kilkukrotnie kierowało do mieszkańców województw lubelskiego i podkarpackiego komunikaty związane z rosyjskimi atakami powietrznymi na Ukrainę. W alertach pojawiały się informacje o operowaniu polskiego lotnictwa, konieczności śledzenia komunikatów oraz reagowania na syreny alarmowe.

To wystarczający powód, żeby w zakładach pracy zadać sobie kilka bardzo prostych pytań.

Co zrobimy, jeżeli podczas pierwszej zmiany zawyją syreny?

Kto podejmie decyzję o przerwaniu pracy?

Czy operator ma natychmiast odejść od maszyny, czy najpierw powinien ją bezpiecznie zatrzymać?

Co z piecem, prasą, wtryskarką, instalacją gazową, procesem chemicznym albo urządzeniem pracującym pod ciśnieniem?

Gdzie skierować 100, 300 albo 500 pracowników?

Co zrobić z kierowcami, serwisantami, osobami z firm zewnętrznych i gośćmi?

I jedno z najważniejszych pytań: czy ludzie w ogóle wiedzą, co oznacza sygnał alarmowy?

Jeżeli na większość tych pytań odpowiedź brzmi „zastanowimy się, kiedy coś się wydarzy”, to właśnie jest moment, żeby zacząć działać.

BHP nie może działać dopiero po ogłoszeniu alarmu

W bezpieczeństwie pracy od lat stosujemy tę samą zasadę. Najpierw identyfikujemy zagrożenie, później oceniamy ryzyko, następnie przygotowujemy środki organizacyjne i techniczne.

Tak samo powinniśmy podejść do zagrożenia z powietrza.

Nie jesteśmy w stanie przewidzieć miejsca ani czasu wystąpienia takiego zdarzenia. Możemy jednak przygotować organizację na pierwsze kilka lub kilkanaście minut po otrzymaniu alarmu.

A te minuty mogą mieć największe znaczenie.

Rządowe Centrum Bezpieczeństwa samo wskazywało już przy wcześniejszych zdarzeniach, że w sytuacji naruszenia przestrzeni powietrznej czas na reakcję może być bardzo krótki. Podczas jednego z incydentów w 2026 roku RCB informowało o około 13 minutach czasu krytycznego, dlatego wykorzystano syreny jako najszybszą formę ostrzegania mieszkańców.

W zakładzie produkcyjnym 13 minut to naprawdę niewiele.

Nie ma wtedy czasu na zwoływanie spotkania kierowników i zastanawianie się, co robimy.

Nie zaczynajmy od kupowania wyposażenia. Zacznijmy od planu

Pierwszym krokiem powinno być przejście po zakładzie razem z przedstawicielem BHP, ochrony przeciwpożarowej, utrzymania ruchu i osobami znającymi budynek.

Trzeba sprawdzić, gdzie realnie można skierować pracowników.

Warto zwrócić uwagę na pomieszczenia położone możliwie nisko, wewnątrz budynku, z ograniczoną powierzchnią przeszkleń i oddalone od dużych okien oraz lekkich elementów elewacji. Jednocześnie trzeba uwzględnić konstrukcję konkretnego obiektu, możliwości bezpiecznego dotarcia do wybranego miejsca, liczbę osób i inne zagrożenia występujące w budynku.

Nie należy automatycznie zakładać, że każda piwnica jest bezpieczna.

Jeszcze ważniejsza rzecz: nie nazywajmy dowolnego pomieszczenia „schronem”.

Ustawa o ochronie ludności i obronie cywilnej rozróżnia między innymi schrony, ukrycia oraz miejsca doraźnego schronienia. Przepisy przewidują również wymagania dotyczące ich przygotowania i oznaczania.

Jeżeli w zakładzie nie mamy formalnie określonego obiektu zbiorowej ochrony, możemy na potrzeby wewnętrznej procedury wskazać miejsce bezpiecznego oczekiwania na dalsze komunikaty. Jego wybór powinien jednak wynikać z rzeczywistej analizy budynku, a nie z tego, że akurat mamy wolny magazyn w piwnicy.

To drobna różnica w nazewnictwie, ale bardzo ważna z punktu widzenia odpowiedzialności.

Procedura zagrożenia z powietrza w zakładzie pracy

Moim zdaniem zakładowa procedura nie powinna mieć kilkudziesięciu stron. W sytuacji awaryjnej nikt nie będzie jej czytał.

Dokument główny może być bardziej szczegółowy, natomiast pracownik powinien znać prosty schemat.

Po otrzymaniu wiarygodnego komunikatu o zagrożeniu procedura zakładowa może wyglądać następująco:

  1. Potwierdzenie informacji. Osoba wyznaczona w procedurze sprawdza komunikat RCB, administracji, służb lub systemu alarmowego. Nie opieramy działania zakładu na wiadomości przesłanej przez komunikator albo wpisie w mediach społecznościowych.
  2. Uruchomienie wewnętrznego alarmowania. Kierownicy zmian, ochrona lub inna wskazana osoba przekazują pracownikom jasny komunikat. Powinien być krótki: wystąpiło zagrożenie, należy bezpiecznie przerwać pracę i udać się do wskazanego miejsca.
  3. Bezpieczne zatrzymanie procesów. Tam, gdzie jest to możliwe i zostało wcześniej przewidziane, operator zatrzymuje urządzenie zgodnie z przygotowaną instrukcją. Nie chodzi o wykonywanie pełnej procedury wyłączenia całego zakładu, jeżeli wymagałoby to kilkunastu minut. Należy wcześniej ustalić, które procesy trzeba bezwzględnie zatrzymać, które można pozostawić w kontrolowanym stanie, a które wymagają specjalnej procedury awaryjnej.
  4. Przerwanie prac szczególnie narażonych. Należy w pierwszej kolejności sprowadzić osoby pracujące na zewnątrz, na dachach, rusztowaniach, otwartych placach, rampach i innych odsłoniętych przestrzeniach. Trzeba również zabezpieczyć prace gorące, przeładunki materiałów niebezpiecznych i inne operacje, których nagłe pozostawienie mogłoby stworzyć dodatkowe zagrożenie.
  5. Przemieszczenie pracowników. Ludzie przechodzą do wcześniej określonych bezpieczniejszych części obiektu. Nie powinni gromadzić się przy oknach, przeszklonych fasadach czy bramach tylko po to, żeby obserwować, co dzieje się na zewnątrz.
  6. Sprawdzenie stanu osobowego. Kierownicy lub wyznaczeni koordynatorzy sprawdzają, czy w strefie znajdują się pracownicy danej grupy. W dużym zakładzie dobrym rozwiązaniem jest podział ludzi na sektory zamiast próby liczenia kilkuset osób przez jednego koordynatora.
  7. Uwzględnienie osób z zewnątrz. Procedura musi obejmować firmy serwisowe, kierowców, dostawców, klientów i gości. Alarm nie może dotyczyć tylko pracowników zatrudnionych przez zakład.
  8. Oczekiwanie na oficjalne komunikaty. Wyznaczona osoba monitoruje RCB, komunikaty administracji i służb. Pracownicy nie opuszczają miejsca tylko dlatego, że przestali słyszeć syrenę.
  9. Odwołanie alarmu. Powrót do pracy powinien następować po uzyskaniu wiarygodnej informacji o ustaniu zagrożenia i decyzji osoby odpowiedzialnej za zakład.
  10. Kontrola przed ponownym uruchomieniem produkcji. Przed restartem należy sprawdzić instalacje, maszyny, media, procesy technologiczne oraz ewentualne zakłócenia, które wystąpiły podczas zatrzymywania produkcji.

Najtrudniejszy element w produkcji: zatrzymanie maszyn

To właśnie tutaj widzę największy problem praktyczny.

W biurze pracownik może wstać od komputera i w ciągu kilkudziesięciu sekund przejść do innego pomieszczenia.

Na produkcji sytuacja wygląda inaczej.

Operator może pracować przy wtryskarce, prasie hydraulicznej, piecu, mieszalniku, instalacji gazowej albo linii automatycznej. Kierowca wózka może właśnie przewozić ładunek. Suwnica może mieć zawieszony detal. Proces technologiczny może wykorzystywać wysoką temperaturę albo substancje niebezpieczne.

Dlatego w procedurze nie wystarczy napisać:

„W przypadku alarmu wszyscy natychmiast opuszczają stanowiska”.

Czasami takie polecenie samo może spowodować wypadek.

Dla najważniejszych grup urządzeń trzeba wcześniej określić prostą pozycję bezpiecznego zatrzymania.

Operator powinien wiedzieć, czy naciska STOP, czy kończy określoną operację, czy odcina medium, czy pozostawia urządzenie pracujące w określonym trybie.

To powinno zostać przygotowane wspólnie przez produkcję, utrzymanie ruchu, technologa i BHP.

Służba BHP nie powinna samodzielnie decydować, jak awaryjnie zatrzymać proces technologiczny, którego nie projektowała.

Ewakuacja na zewnątrz nie zawsze będzie właściwą reakcją

To również trzeba jasno powiedzieć.

Przy pożarze uczymy pracowników opuszczania budynku i przechodzenia do miejsca zbiórki znajdującego się najczęściej na zewnątrz.

Przy zagrożeniu z powietrza sytuacja może wyglądać dokładnie odwrotnie.

Wyjście kilkuset osób na otwarty parking może zwiększyć ich narażenie.

Dlatego procedura dotycząca zagrożenia z powietrza nie może być zwykłą kopią instrukcji ewakuacji pożarowej.

W określonej sytuacji właściwe może być przemieszczenie ludzi wewnątrz obiektu i oczekiwanie na dalsze polecenia służb.

RCB w materiałach dotyczących sytuacji kryzysowych zwraca uwagę między innymi na znaczenie rozpoznawania alarmów, znajomość sposobów postępowania, przygotowanie do ewakuacji i ochronę przed dezinformacją.

A co z galeriami, szkołami, urzędami i innymi obiektami publicznymi?

Tutaj problem może być nawet większy niż w fabryce.

Pracownik zakładu zna swój obiekt. Osoba odwiedzająca galerię handlową, urząd, przychodnię czy obiekt sportowy nie musi wiedzieć, gdzie się udać.

Dlatego ogromne znaczenie ma personel.

Recepcja, ochrona, nauczyciele, pracownicy obsługi i kierownicy muszą wiedzieć, jaki komunikat przekazać ludziom i gdzie ich kierować.

Należy również przewidzieć pomoc dla osób o ograniczonej mobilności, dzieci, osób starszych oraz osób, które mogą nie rozumieć komunikatów w języku polskim.

W dużych zakładach zatrudniających cudzoziemców podobnie warto przygotować krótkie karty postępowania w językach najczęściej używanych przez pracowników.

Telefon może nie wystarczyć

Alert RCB jest bardzo ważnym źródłem informacji, ale zakład nie powinien zakładać, że każdy pracownik odczyta wiadomość w tym samym momencie.

Na produkcji telefon może znajdować się w szafce.

Operator może pracować w ochronnikach słuchu.

W hali może być bardzo głośno.

Nie każdy musi otrzymać wiadomość równocześnie.

Dlatego firma potrzebuje własnego sposobu przekazania alarmu. Może to być system nagłośnienia, radiowęzeł, komunikat przez telefony służbowe, system przywoławczy albo inny przyjęty sposób.

Kluczowe jest jedno: pracownik ma od razu wiedzieć, co oznacza komunikat i co ma zrobić.

Prawo BHP już daje podstawę do takiego działania

Nie trzeba czekać na stworzenie specjalnego „rozporządzenia o ataku z powietrza w zakładzie pracy”.

Kodeks pracy zobowiązuje pracodawcę do informowania pracowników o zagrożeniach dla zdrowia i życia oraz o zasadach postępowania w sytuacjach awaryjnych i innych zdarzeniach zagrażających ludziom. Art. 209² stanowi również, że w przypadku możliwości wystąpienia zagrożenia pracodawca powinien poinformować pracowników i zapewnić im instrukcje umożliwiające przerwanie pracy oraz przejście w bezpieczne miejsce. Przy bezpośrednim zagrożeniu pracodawca ma obowiązek wstrzymać pracę i polecić pracownikom oddalenie się z miejsca zagrożenia.

To bardzo mocna podstawa do przygotowania zakładowej procedury.

Dodatkowo od 1 stycznia 2025 roku obowiązuje ustawa o ochronie ludności i obronie cywilnej. Jednym z jej założeń jest przygotowywanie społeczeństwa do właściwego zachowania podczas zagrożeń, zwiększanie świadomości, przygotowywanie ewakuacji oraz organizowanie możliwości schronienia ludności.

Procedurę trzeba przećwiczyć

Najlepszy dokument nic nie da, jeżeli znajduje się wyłącznie na serwerze.

Nie proponuję organizowania co miesiąc wielkiej ewakuacji zakładu.

Na początek wystarczy prosty instruktaż.

Pracownik powinien wiedzieć trzy rzeczy: jaki komunikat może otrzymać, gdzie ma się udać i kto wydaje mu polecenia.

Następnie można zrobić spokojne ćwiczenie jednej zmiany lub jednego wydziału.

Dopiero wtedy wychodzą problemy, których nie widać przy biurku.

Okazuje się, że przejście jest zastawione paletami. Drzwi są zamknięte. W wytypowanym pomieszczeniu mieści się 40 osób zamiast 100. Kierownik nie wie, ilu pracowników firmy zewnętrznej znajduje się na jego wydziale. Nagłośnienia nie słychać przy pracującej maszynie.

I właśnie po to są ćwiczenia.

Nie żeby odhaczyć kolejną kartkę w dokumentacji BHP, ale żeby znaleźć błędy wtedy, kiedy jeszcze nic się nie dzieje.

Lepiej przygotować procedurę, której nigdy nie użyjemy

Nie wiem, czy którykolwiek zakład, dla którego przygotujemy taką procedurę, będzie musiał kiedyś wykorzystać ją w rzeczywistym zagrożeniu.

Mam nadzieję, że nie.

Ale dokładnie tak samo podchodzimy do pożaru.

Montujemy gaśnice nie dlatego, że oczekujemy pożaru. Wyznaczamy drogi ewakuacyjne nie dlatego, że zakład ma się palić. Szkolimy ludzi z pierwszej pomocy, mimo że liczymy na to, że nigdy nie będą musieli prowadzić resuscytacji swojego kolegi.

Z zagrożeniem z powietrza powinno być podobnie.

Dzisiejsza sytuacja geopolityczna powoduje, że temat, który jeszcze kilka lat temu można było traktować jako bardzo mało prawdopodobny, pojawia się również w rzeczywistych komunikatach kierowanych do mieszkańców Polski.

Z punktu widzenia BHP nie powinniśmy tego ani wyolbrzymiać, ani ignorować.

Powinniśmy się po prostu przygotować.

Dobra procedura nie musi być skomplikowana. Musi za to odpowiadać na kilka podstawowych pytań: kto podejmuje decyzję, jak informujemy ludzi, jak bezpiecznie zatrzymujemy produkcję, dokąd kierujemy pracowników, jak sprawdzamy ich obecność i kto decyduje o powrocie do pracy.

Jeżeli te odpowiedzi mamy przygotowane wcześniej, alarm nie powoduje chaosu.

A przecież właśnie na tym polega dobre BHP: nie na reagowaniu po zdarzeniu, tylko na myśleniu o nim wcześniej.

Uniwersalny zakres zakładowej procedury

Do procedury warto wpisać nazwę i adres obiektu, osobę podejmującą decyzję o jej uruchomieniu, zastępcę tej osoby, sposób alarmowania pracowników, miejsca bezpiecznego oczekiwania, zasady zatrzymywania kluczowych procesów, sposób sprawdzania obecności, zasady postępowania z gośćmi i firmami zewnętrznymi, sposób kontaktu ze służbami, zasady odwołania alarmu oraz procedurę kontroli zakładu przed wznowieniem pracy.

Do dokumentu powinien być dołączony plan obiektu z zaznaczonymi trasami przemieszczania się oraz krótkie instrukcje dla poszczególnych wydziałów.

W zakładach produkcyjnych warto dodatkowo stworzyć osobną tabelę określającą sposób bezpiecznego zatrzymania najważniejszych maszyn i instalacji.

Podstawa prawna i źródła

Podstawą organizacji działań pracodawcy pozostają przede wszystkim art. 207, 207¹, 209¹, 209² i 209³ Kodeksu pracy dotyczące ochrony życia i zdrowia pracowników, informowania o zagrożeniach, przygotowania działań awaryjnych oraz postępowania w sytuacji bezpośredniego zagrożenia.

Znaczenie mają również ustawa z 5 grudnia 2024 r. o ochronie ludności i obronie cywilnej oraz wydane na jej podstawie przepisy dotyczące obiektów zbiorowej ochrony i miejsc doraźnego schronienia.

Aktualne zasady dotyczące sygnałów alarmowych publikuje Rządowe Centrum Bezpieczeństwa. Obowiązujące sygnały i komunikaty ostrzegawcze określa rozporządzenie Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji z 14 maja 2025 r.

Materiały do wykorzystania, jedynym warunkiem jest nie usuwanie adresu strony poradniabhp.pl

  • Szablon do opracowania procedury
  • Grafiki do użycia w zakładzie pracy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *